Decyzja warszawskiej prokuratury w sprawie incydentu na stacji metra Młociny wywołała szerokie dyskusje. Mężczyzna, który usiłował wepchnąć kobietę pod pociąg, nie został tymczasowo aresztowany. Śledczy uznali, że nie istnieją wystarczające przesłanki, by zastosować taki środek zapobiegawczy.

Niebezpieczny incydent na peronie

Wydarzenie miało miejsce 13 sierpnia w godzinach porannych na stacji metra Młociny. Świadkowie twierdzą, że na zatłoczonym peronie mężczyzna próbował zepchnąć kobietę pod nadjeżdżający pociąg. Po nieudanej próbie mężczyzna zbiegł z miejsca zdarzenia, ale został zatrzymany tego samego dnia.

Decyzja prokuratury i jej uzasadnienie

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Antoni Skiba, poinformował, że wobec podejrzanego nie zastosowano tymczasowego aresztu. Śledczy nie dostrzegli uzasadnionego ryzyka, że mężczyzna mógłby ponownie popełnić podobne przestępstwo. Istotnym elementem decyzji była także informacja o stałym miejscu zamieszkania 42-latka.

Środki zapobiegawcze i stan zdrowia podejrzanego

Mężczyzna został objęty dozorem policyjnym oraz zakazem zbliżania się do ofiary. Dodatkowo, podejrzany wyraził chęć dobrowolnego poddania się karze jednego roku pozbawienia wolności. W rozmowach z prokuraturą przyznał się do problemów z pamięcią dotyczącą zdarzenia oraz do uzależnienia od alkoholu.

Konsekwencje prawne i społeczne

Za narażenie życia i zdrowia innej osoby grozi mu kara do trzech lat więzienia. Mimo że sytuacja mogła zakończyć się tragicznie, zastosowane środki zapobiegawcze wskazują na nadzieję, że mężczyzna nie stanowi już zagrożenia dla innych. Decyzja prokuratury zwróciła uwagę opinii publicznej na problem przemocy i bezpieczeństwa w miejscach publicznych.